poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 4.

~3 miesiące później~

Dużo się wydarzyło przez ten czas. Z Harry'm i innymi jesteśmy bardzo zżyci. Mają oni zespół o nazwie One Direction. Emily wyjechała na rok do USA, a ja zostałam sama. Chłopacy mieszkają razem w willi na przeciwko mnie, co dla mnie jest bardzo pożyteczne. Emily... cóż z Emily praktycznie się do siebie nie odzywamy po tym jak przy niej pocałowaliśmy się z Harry'm. Tylko po przyjacielsku. Ją to naprawdę wnerwiło i tak się zaczął nasz spór. Jednak nadal mam piątkę wspaniałych, kochanych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć.
Właśnie przechodzę przez ulicę do chłopaków. Dzisiaj wrócili z Dublina. Tak się cieszę! Na reszcie będę mogła zobaczyć ich mordy. Poprawiłam okulary, które leżą na mojej głowie. Jestem ubrana w to. Już wchodzę do ich domu. Tradycyjnie nie pukam. Oni wiedzą, że to tylko ja.
- Cześć mordy! - drę się, gdy wchodzę do ich domu.
- Tessa! - krzyczy Harry i do mnie podbiega, po czym przytula najmocniej jak umie.
- Już! Puść! Bo mnie udusisz! - mówię rozbawiona.
- Ej! Chłopaki Tessa przyszła! - krzyczy Harry, po czym mnie uwalnia ze swych objęć. Wszyscy zbiegają na dół.
- O! Tess! - mówi Louis.
- O! Marchewka! - krzyczę, a on się rozgląda. - Ja pierdziele - mówię cicho, a Harry na mnie patrzy z rozbawieniem.
Wszyscy się przywitaliśmy. Jeju, jak oni się zmienili.... Tak na prawdę to wcale. Są nadal stuknięci.
- Suńcie się - mówię, gdy oni siedzą na kanapie. Niechętnie się przesuwają, a ja zajmuję skrawek sofy. - Harry ty na podłodze, wiesz przecież, że kocham bawić się twoimi włosami, nie? 
- No tak - mówi i schodzi bez zastanowienia, a ja zaczynam się bawić jego lokami. 
- Jak było w Dublinie? - pytam się ich myziając włosy Loczka.
- Wspaniale! Z resztą widziałaś nas chyba na wizji, nie? - mówi Zayn.
- Tak! Widziałam jak Niall upadł, bo Harry podłożył mu nogę.
- A to już nie moja wina - tłumaczy się Harry.
- Ja pierdziele - mówię pod nosem. - Ej, wiecie, że musicie nadrobić chyba z 15 tematów z wszystkich lekcji? - mówię.
- O kur... de - mówi Zayn, a ja na niego patrzę rozbawiona.
- Nie martwcie się. Nauczę was - obiecuję im.
- Okej - mówi Niall. - Na razie mamy urlop - szczerzy się.
- Super! Nie będę musiała czekać aż wrócicie!
- Masz szczęście! - krzyczy Louis. W tej chwili Harry odwraca głowę w moją stronę, a ja na niego patrzę pytająco.
- O co chodzi? - pytam się.
- Wiesz, ty się bawisz ciągle moimi włosami. Chcę coś w zamian - mówi, a ja się na niego przez chwilę patrzę. O  nie! Czy on chce to o czym ja myślę?!
- Nie, Harry nie! - mówię z oburzeniem.
- Proszę - mówi z miną psiaka - tylko jednego - dokańcza i wlepia swoje zielone oczy w moją twarz.
- Przestań się tak na mnie patrzeć! - jęczę, ale on wie, że zaraz mu ulegnę. Za dobrze mnie zna. Z resztą, to z nim najwięcej czasu spędzałam i spędzam. Zawsze robimy wszystko razem i raczej będziemy. - No dobra, pocałuję cię, ale tylko mały buziak w policzek - kiwa głową na "nie".
- W usta - mówi.
- Eh, no dobra - gdy to mówię Harry zrzuca Liam'a siedzącego obok mnie. Słyszę za sobą tylko ciche "ej" i nic więcej. Harry siada na jego miejscu i zbliża swoją twarz. Muskam jego usta, a po chwili już cofam głowę, ale Harry z powrotem ją przyciąga i całuje mnie namiętnie. Po chwili mnie puszcza, a ja na niego patrzę z miną zabójcy.
- Proszę nie bij - cofa się trochę do tyłu, a ja mu tylko mierzwię włosy.
- Nigdy bym cię nie uderzyła. Jesteś za ładny i za fajny - mówię, a on się uśmiecha. Wstaję z kanapy i uciekam na górę. Śmieję się jak małe dziecko, a Harry za mną lata. W końcu wbiegam do jego pokoju i kładę się na łóżko, a on obok mnie. - Pamiętam jak mnie wywaliłeś na łąkę... a później potknąłeś się o moje nogi i na mnie upadłeś - mówię ze śmiechem.
- Pamiętam! - mówi i się podnosi z łóżka, a ja za nim. Wstaję i podchodzę do jednej z szafek, na której jest nasze zdjęcie. Uśmiechnęłam się do niego. Pamiętam dokładnie ten dzień. Łaziliśmy wszędzie razem. Sami, bez nikogo, a najlepsze było to, że świetnie się bawiliśmy.
- Co tam? - chłopak do mnie podchodzi i przytula od tyłu. Opiera swoją głowę o moje ramię. - Wiesz, które zdjęcie najbardziej lubię? - mówi. - To - wskazuje wskazuje zdjęcie, na którym jem lizaka, a on mnie całuje w policzek. Uśmiecham się do niego bardzo szeroko
Zdjęcie na szafce Harry'ego <3
- Mi też - mówię i odwracam się  w jego stronę. - Jesteś moim najlepszym przyjacielem na świecie - mówię i się w niego wtulam. On oddaje ucisk. Powiedzieć mu, że go kocham? Wiem, że ja jemu też się podobam, ale nie wiem czy to dobry moment.
- Um, Tess - mówi, gdy mnie łapie za ramiona i na chwilę od siebie odciąga - wiem, że to niezbyt dobry moment na takie rzeczy, ale chciałem ci powiedzieć, że...że...że cię kocham i chcę żebyś została moją dziewczyną. To, zgadzasz się? - patrzę na niego chwilę i myślę. Czy to będzie dobra decyzja? Raczej tak, a paparazzi? Coś się z tym na pewno zrobi, nie. Ja kocham Harry'ego, a on kocha mnie.
- Harry ja... też cię kocham i... zostanę twoją dziewczyną - mówię, po czym on całuje mnie w usta. Oddaję pocałunek. Po chwili się odrywa.
- Jesteś najlepsza! - mówi i mnie przytula. - To teraz ci mogę zdradzić, że cię kochałem, kocham i kochać będę. A jak ty przyjechałaś to się w tobie zakochałem. Od pierwszego spojrzenia - mówi, a ja się uśmiecham.
- Ja cię na początku bardzo lubiłam, później było zauroczenie, a teraz? Teraz to miłość, bez której nie mogę żyć - mówię i go przytulam. - Ej, a masz jakieś jeszcze nasze zdjęcia?
- Tak, chodź to ci je pokażę - mówi i podchodzi do jednej z szafek i wyjmuje jakieś pudełko. - Usiądź - mówi, a ja siadam na jego miękkim łóżku. Siada obok mnie i mi pokazuje. Wszystkie są urocze. To one:














- Harry to są wszystkie nasze zdjęcia, które sobie robiliśmy razem - mówię i się uśmiecham. - Wiesz, że ja mam to zdjęcie na telefonie, na którym się całujemy? - mówię rozbawiona.
- Tak? Kiedy to robiliśmy?
- Dwa tygodnie temu. Za nim wyjechaliście.
- Pokaż, pokaż, pokaż - Harry cieszy się jak dziecko.
- No to - mówię i wskazuję na zdjęcie w telefonie.
- A to - mówi. - Pamiętam, wtedy się żegnaliśmy, bo musiałem lecieć do Irlandii.
- A ja płakałam - mówię ze śmiechem.
- Nom i musiałem cię pocieszać chyba z 5 godzin - mówi i wlepia we mnie swoje zielone oczy. Nasze usta znów się łączą w namiętny pocałunek, ale po chwili słyszymy za sobą ciche "Ykhym".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz