niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 2.

Momentalnie odwracam głowę, a moim oczom ukazuje się Ems.
- Hej - mówię nieśmiało i spuszczam głowę.
- Cześć Tess - mówi. Dziwne, bo jest uśmiechnięta.
- Idziesz z nami? - pytam grzecznie.
- Jasne - odpowiada i podciąga plecak, który ma na jednym ramieniu.
- Idziesz z nami Niall? - pytam się, bo nie chcę zostać z nią sam na sam.
- Mogę - mówi i posyła mi ciepły uśmiech. Ruszamy i idziemy koło siebie. - Więc Tess będziesz tu mieszkać? - pyta mi się, gdy idziemy. Jestem obok niego. W ogóle to pośrodku nich, co jest bardzo krępujące.
- Tak - mówię i się zatrzymuje - ale to dlatego, że moi rodzice zmarli - dokańczam smutna.
- Przepraszam, nie wiedziałem - mówi.
- Nic się nie stało - mówię. - Ems wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
- Idę z chłopakami do Mc'Donalda. Chciałabyś może pójść z nami? - pyta mi się, a ja zaciągam jej beanie na oczy.
- No jasne, że tak - mówię ze śmiechem, a ona poprawia czapkę. Później już nic nie mówimy. Po chwili dochodzimy pod dom Ems. - Pa Niall - mówię i całuję go w policzek. Rumieni się.
- Pa Tess, pa Ems.
- Na razie - odpowiada moja przyjaciółka. Po chwili wchodzimy do domu. Ściągam swoje conversy i udaję się do kuchni przywitać z moimi "wujkami"*.
- Ciociu! Wujku! - krzyczę i ich przytulam. - Szofer przywiózł walizki? - pytam się w objęciach cioci.
- Tak. Jesz obiad? Emily sama wymyśliła go na twój przyjazd - uśmiechnęłam się do mojej przyjaciółki.
- Tak zjem - mówię, a mój wujek podjada danie. - Och, Jim wcale się nie zmieniłeś - mówię do niego.
- Tak, tak. A ty co? Zmieniłaś się? - mówi ze śmiechem.
- Trochę - mówię z uśmiechem. - Nadal jestem walnięta, jak to ja - szczerzę się.

***

- Niall jedz to - mówię do chłopaka ze śmiechem, który patrzy się na mnie jakby miał zwymiotować. - No co? Powiedziałeś przecież, że zjesz 10 hamburgerów.
- Nie mogę już dziesiątego - mówi, a Harry patrzy się na niego, jak na idiotę. Szczerze? Nie dziwię się mu, bo zachowuje się jak dziecko.
- Jeju Niall po co ty tyle tego zamawiałeś? - pyta się Ems.
- Żeby się popisać przed Tessą - odpowiada za niego Zayn. Piorunuję go wzrokiem. - No co? Ja nic nie zrobiłem.
- Zamkniesz się w końcu? - warczy Harry. - Jest pierwszy raz w Londynie, a ty musisz już popsuć jej pobyt? - mówi z wyrzutem Harry.
- Sorry - odpowiada Zayn.
- Twoje "sorry" nic tutaj nie zmieni - kontynuuje Harry. - Zrozum to - dalej mówi, po czym wstaje i wyciąga do mnie rękę. - Idziesz ze mną? - pyta mi się, a ja nieśmiało ujmuję dłoń chłopaka. - Na razie.
- Na razie - odpowiada reszta.
- Widzimy się w domu Tess! - krzyczy, gdu już jestem przy wyjściu.
- Okej! - odkrzykuję, po czym wychodzę. - Gdzie idziemy? - pytam się chłopaka stojącego obok mnie.
- Na spacer - odpowiada. - Chyba, że... - przerywam mu.
- Nie, jest świetnie. Przynajmniej poznam okolicę - odpowiadam nieśmiało.
- Nie musisz się mnie wstydzić. Chyba aż tak zły to nie jestem, nie? - odwraca do mnie głowę.
- No nie - odpowiadam już pewniej. - Po prostu, ja nie jestem odważna - mówię i spuszczam głowę, gdy idę. - Nie po tym co mi się przytrafiło... - mówię, a mój głos się łamie.
- Co się stało? - mówi i mnie zatrzymuje. Do moich oczu napływają łzy.
- Moi rodzice... oni... nie żyją... - moje łzy wychodzą na wierzch. Harry mnie przytula. - Ja bym tylko chciała, aby ze mną zostali - mówię cicho szlochając. Odrywam się od niego i patrzę mu w oczy. Są zielone. Piękne. Zawsze chciałam mieć zielone oczy, ale mam niebieskie. Niestety. Harry wyciera łzy swoim kciukiem z mojego policzka. Posyłam mu delikatny uśmiech, który łagodzi tą sytuację. Widać, że już nie ma w oczach smutku i żalu oraz troskliwości. Jest już okej. Przynajmniej, tak myślę. - Idziemy już? - pytam się już spokojniejsza.
- Tak - i znów ten jego piękny uśmiech. - Na pewno jest okej? - pyta mi się, gdy już zaczynamy ruszać.
- Tak - odpowiadam bez zastanowienia. Nasze ręce się czasem stykają, gdy idziemy. Czasem mam ochotę złapać tą jego dłoń i tak sobie iść, ale wolę nie. Nawet nie wiem czy ma dziewczynę, a co dopiero powiedzieć żeby się do niego przystawiać. Poza tym to tylko przyjaźń, nic więcej. W końcu spojrzałam się na nasze ręce i się uśmiechnęłam.
- Co się tak uśmiechasz? - wyrywa mnie z zamyśleń Harry.
- Nie, nic - odpowiadam i przenoszę wzrok na jego twarz. na niej ukazują się słodkie dołeczki, gdy się do mnie uśmiecha. Kiwam głową jakby na "nie" i spuszczam wzrok na swoje buty.
- Coś nie tak? Wcześniej się patrzyłaś na nasze ręce - mówi mi, a ja momentalnie się rumienię. - Nie to, że mi to przeszkadza, ale chcę wiedzieć o co chodzi jeśli mogę - tłumaczy się, a ja na niego spoglądam.
- O nic - odpowiadam krótko, a po chwili on ujmuje moją dłoń.
- O to chodziło? - pyta mi się z uśmiechem, a ja się na niego patrzę jak na kretyna. Po chwili jego twarz smutnieje i zabiera swoją rękę. Natomiast ja machinalnie ją znów ujmuję.
- Tak lepiej - mówię z lekkim uśmiechem. Harry mi go oddaje, a jego twarz zaczyna się zbliżać do mojej. Momentalnie blokuję to. - Nie powinniśmy - oznajmuję i zabieram swoją rękę od niego. Mój typowy foch tylko, że ten już ma sens. Nie chcę być zraniona. Nie wiem czy ma dziewczynę, nie wiem czy jest dobry, nie wiem...
- Przepraszam - bełkocze pod nosem, a ja na niego spoglądam.
- Nic się nie stało - mówię.
- Stało - odpowiada stanowczo. - Gdybym miał rozum to może najpierw bym się spytał, czy masz chłopaka - mówi.
- Nie mam - mruczę.
- A ja nie mam dziewczyny - mówi i przygryza z zdenerwowania swoją dolną wargę.

***

- Pa Harry - mówię i całuję go w policzek.
- Paa - odpowiada mi i robi ten sam gest. Macham mu ostatni raz i wchodzę do domu. - Cześć ciociu! Idę na górę!
- Dobrze skarbie! - krzyczy do mnie z kuchni. - O 20 kolacja!
- Dobrze! - idę na górę do swojego pokoju. Na moim łóżku czeka Ems i ma skrzyżowane ręce na piersi. Oo! To nie wróży nic dobrego.
______________________________________________________
"wujkami"* - rodzice Emily pozwolili jej mówić do siebie "ciociu" i "wujku".
KOMENT PLEASE!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz